1 lutego serce Lwa rozświetli noc
Kategoria: Astrologia
Pełnia odwagi, prawdy i wewnętrznego światła.
Piszę ten artykuł jako wróżbita i astrolog, ale też jako człowiek, który przez lata uczył się słuchać nieba nie tylko rozumem, lecz sercem. Pełnia Księżyca to zawsze moment kulminacji. Jak chwila, w której emocje dochodzą do granicy i nie da się ich już ignorować.
To noc objawienia: tego, co czujemy, czego pragniemy i gdzie sami siebie zdradzamy. 1 lutego 2026 roku Księżyc w pełni staje w znaku Lwa. Już sama ta informacja mówi bardzo wiele. Lew nie jest znakiem ciszy ani kompromisu. To archetyp serca, odwagi, dumy i twórczej iskry. Gdy pełnia odbywa się w tym znaku, życie pyta nas wprost: czy żyjesz w zgodzie z tym, kim naprawdę jesteś, czy tylko spełniasz cudze oczekiwania?
Pełnia w Lwie porusza emocje intensywne, czasem dramatyczne, ale zawsze szczere. W tych dniach serce chce być widziane i wysłuchane. Wielu z nas może odczuwać silną potrzebę uznania, miłości, potwierdzenia własnej wartości. Nie jest to kaprys ego, to wołanie duszy, która zbyt długo była pomijana. Lew nie chce dominować dla samej władzy. On chce świecić, bo światło jest jego naturą. Kiedy patrzę na kosmogram tej pełni, widzę bardzo wyraźne napięcie osi: Księżyc w Lwie w dziesiątym domu horoskopowym, a Słońce w Wodniku w czwartym. Dla mnie to jeden z kluczowych tematów tej lunacji. Dziesiąty dom mówi o naszej roli w świecie, o powołaniu, ambicjach, miejscu, jakie zajmujemy „na scenie życia”. Czwarty dom to fundament emocjonalny: dom wewnętrzny, rodzina, poczucie bezpieczeństwa i prywatna prawda o sobie. Ta pełnia stawia nas dokładnie pomiędzy tymi dwoma światami. Może pojawić się pytanie: czy to, kim jestem na zewnątrz, naprawdę wypływa z tego, kim jestem w środku? Jeśli nie to napięcie może być bardzo wyraźne. Emocje mogą domagać się zmiany kierunku, uzdrowienia relacji z domem, przeszłością lub własnymi korzeniami.
Najważniejszym aspektem tej pełni jest oczywiście ścisła opozycja Księżyca do Słońca. To klasyczna pełnia, ale w tej konfiguracji ma ona wyjątkowo osobisty charakter. Księżyc w Lwie chce emocjonalnego uznania, a Słońce w Wodniku przypomina o dystansie, obiektywizmie i spojrzeniu z wyższej perspektywy. Serce mówi: „To ja, zobacz mnie”, a rozum odpowiada: „Spójrz szerzej, nie tylko przez pryzmat emocji”.
Dodatkowo Słońce znajduje się w koniunkcji z Merkurym i Wenus w Wodniku. Ten układ bardzo wzmacnia temat komunikacji uczuć, rozmów o relacjach i redefinicji wartości. W czasie tej pełni wiele spraw może zostać wypowiedzianych na głos. Czasem nagle, czasem bez filtra. Dalej związana z tym jednocześnie opozycja Księżyca do Merkurego pokazuje, że emocje mogą wyprzedzać słowa, a słowa nie zawsze nadążają za uczuciami. To moment, w którym łatwo powiedzieć za dużo… albo wreszcie powiedzieć prawdę, która długo była tłumiona.
Koniunkcja Słońca z Wenus dodaje temu wszystkiemu wymiar serca i relacji. Dla mnie to bardzo ważny sygnał: ta pełnia dotyka miłości, jednak nie tylko romantycznej, ale też miłości do siebie. Może ujawnić, gdzie nasze relacje są oparte na autentyczności, a gdzie na potrzebie aprobaty. Wiele osób może poczuć, że chcą być kochane za to, kim naprawdę są, a nie za rolę, którą odgrywają.
Nie mogę pominąć też obecności Plutona i Marsa w Wodniku w tym samym obszarze horoskopu. Choć nie tworzą one ścisłych aspektów z Księżycem, ich energia jest wyraźnie wyczuwalna. To podskórna presja transformacji, potrzeba zerwania z dawnymi schematami emocjonalnymi i społecznymi. Ta pełnia nie jest miękka, ona może być przełomowa. Jeśli coś w Twoim życiu od dawna domaga się zmiany, teraz może stać się to bardzo oczywiste.
Po stronie wsparcia widzę w tej pełni ogromny potencjał odwagi, twórczości i uzdrawiania poczucia własnej wartości. To doskonały moment, by odzyskać kontakt z wewnętrznym dzieckiem. Tą częścią nas, która chce się bawić, tworzyć i być sobą bez lęku przed oceną. Wyzwanie polega na tym, by nie wpaść w pułapkę urażonego ego, dramatyzowania lub potrzeby ciągłego potwierdzania swojej ważności przez innych.
W pracy duchowej polecam w tej pełni świadomy rytuał serca. Zapal świecę. Najlepiej złotą, pomarańczową lub czerwoną i usiądź w ciszy. Połóż dłoń na klatce piersiowej i zapytaj siebie: czego naprawdę pragnie moje serce? Nie tego, co „wypada”, ale tego, co jest żywe i prawdziwe. Zapisz odpowiedź.
Możesz też wypowiedzieć afirmację:
„Mam prawo być sobą. Moje światło jest potrzebne.”
Na poziomie codziennym radzę zwrócić uwagę na to, gdzie reagujesz zbyt emocjonalnie i dlaczego. Pełnia w Lwie uczy, że emocje nie są słabością, jeśli płyną z prawdy. Najważniejsze jednak, by nie tłumić siebie ani nie udawać obojętności. To nie jest pełnia ciszy, to pełnia odwagi.
Na zakończenie powiem tak: ta noc nie przyszła, by zawstydzić ani osądzić. Przyszła, by przypomnieć o Twoim osobistym świetle. Jeśli pozwolisz mu płonąć spokojnie, bez potrzeby walki o uwagę, możesz wyjść z tej pełni silniejszy, bardziej autentyczny i bliżej własnego serca. A to jest magia, której nie da się udawać.
Pozdrawiam i zapraszam do indywidualnych konsultacji...
AUTOR ARTYKUŁU