Rytuały a rzeczywistość
Kategoria: Wróżby ogólne
Wiele ostatnio mówi się o rytuałach, o rytuałach białej magii. Są modne, dobre na wszystko, na wszystko skuteczne, niby nieszkodliwe. Ale czy na pewno? Nie jestem specjalistką od rytuałów i magii (chyba, że tej jedynej, wyjątkowej, pokonującej zło - magii, której na imię Dobro), ale i w życiu i w pracy spotykam się z jej skutkami. Niestety nie zawsze pozytywnymi. I choć klienci niechętnie przyznają się potem do stosowania nieprzemyślanych rytuałów, to skutki ich muszą długo niwelować.
Dlaczego tak się dzieje?
Analiza różnych zdarzeń, ich przyczyn i skutków leży w mojej naturze, stąd pomysł na temat felietonu.
Ja podzieliłbym rytuały na te ogólne, nie oddziałujące bezpośrednio na konkretne osoby i takie, które mają wywołać określone zachowanie wybranej przez nas osoby.
Te pierwsze mają przyciągnąć sprzyjające nam okoliczności: zdrowie, szczęście, miłość, pieniądze, fortunę, związek czy małżeństwo (ale bez wskazywania z kim). Nazwałabym je wizualizacją, afirmacją, pozytywnym myśleniem. Tu w zasadzie mam jedną uwagę: tym wierzącym w Boga, proponuję dodać, „…jeśli to jest zgodne z wolą Boga”. A tym niewierzącym –„…jeśli to możliwe, jeśli to jest dla mnie dobre” itp. Bo czasami jest tak, że wyobrażamy sobie, że osiągając wybrany cel będziemy szczęśliwi, a okaże się potem, że wręcz odwrotnie. Pragniemy np. jakiejś dużej wygranej, wyobrażamy sobie jak będziemy bogaci, jakie to dla nas dobre… Tylko wszyscy znamy potem przypadki, gdy wygrana, fortuna rujnuje ludziom życie. Po co taki rytuał? Lepiej dodać te pół zdania więcej, zgodnie ze swoim przekonaniem. Cóż, mamy wolną wolę, ale nie jesteśmy władcami świata. Nie zamierzam zmieniać tu nikomu jego światopoglądu, jedni wierzą w Boga, inni mówią, że wszystko to energia. Ale wszyscy są zgodni. Że jest Ktoś lub Coś, kto tu rządzi. Nie zapominajmy o tym. Oczywiście niczego nikomu nie narzucam. Ale grzecznie proponuję.
I druga grupa rytuałów. Chcemy spowodować określone zachowanie konkretnej osoby, często bez jej wiedzy. Wiele jest osób, które mówią, że można wszystko. Może i można. Tylko z jakim skutkiem? Pamiętamy, że każdy z nas ma wolą wolę. A każdy nie znaczy, że tylko ja. Ale On, Ona również. Jeśli nasze pragnienia i cele są zgodne z życzeniem tej osoby, jest w miarę ok. Już abstrahując od relacji takiej jak związek uczuciowy, przyjrzymy się takiej sytuacji: jest zespół, który razem pracuje, mają wspólne cele, ale każdy swoje zadanie do spełnienia. Jest osoba, która sobie nie radzi ze swoją rolą. Nikt z grupy nie może jej zastąpić, nie ta branża, nie te umiejętności. A właśnie tej osobie najbardziej zależy, ona ma największe korzyści i te wymierne i te niewymierne. Czy możemy ją wspomóc rytuałem czy w jakikolwiek inny sposób ( nie zapominając oczywiście o tym dodatku „..jeśli jest to …”itd.)? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Sukces jest jej wolą, jej podświadomość i świadomość tego pragnie, cała osobowość i cały organizm jest przygotowany na sukces… Nic złego się nie stanie, nie burzymy wewnętrznego porządku tej osoby.
Weźmy inny przykład: Zosi podoba się Janek. Janek jest wolny, ale na Zosię nie zwraca uwagi. Zosia mówi sobie: Janek musi być mój. Ale zamiast próbować zainteresować Janka sobą, powoli budować relację - Zosia mówi sobie: szkoda czasu, ja chcę już. I szuka rytuałów, najlepiej kilka na raz- będzie szybciej i skuteczniej. Na przyciągnięcie, na przywiązanie, na miłość, uległość i nie wiem na co tam jeszcze. Mało tego, niech Janek nie spogląda na Basię, nie myśli o Kasi… itd. Nawet jeśli uda się Zosi to wszystko osiągnąć- nie widzę szans na szczęśliwy związek Zosi i Janka. Raczej nieszczęście dla obojga i rozpad relacji jeszcze zanim powstała. A dlaczego tak mówię? Bo Zosia przynajmniej wie już, że chce coś osiągnąć, tyle, że w nienaturalny sposób. A Janek nie miał wcześniej o niczym zielonego pojęcia. Coś się z nim dzieje, nie bardzo wie co. Potem mówimy, że on się zrobił jakiś „zakręcony”, niestabilny, nienormalny, dziwny…. Nie takiego Janka chciała Zosia, ale cóż, takiego sobie „wymodelowała”. Wbrew jego woli, gdy jego świadomość i podświadomość nie była gotowa na zmiany. I potem zaczyna się odcinanie Janka od Zosi, ale gdy pewne procesy, jakieś więzi już zaczęły w nich powstawać… Problemy ma i Zosia i Janek.
Droga Zosiu, nikt nikogo nie zwolnił od myślenia, nikt nikogo nie upoważnił do ingerencji w jego życie. Najpierw myśl, potem rób. Zwłaszcza, jeśli to dotyczy nie tylko Ciebie, gdy bierzesz odpowiedzialność za czyjś los. Zresztą wiele osób proponujących czy wykonujących rytuały w czyimś imieniu uprzedza klientów, że dobrze się zastanów, co chcesz osiągnąć i czy na pewno osiągniesz to, czego chcesz. I posłuchajcie ich rad. Naprawdę warto.
I jeszcze jeden przykład. Franek próbuje zdobyć serce Marysi, Marysia też jest zainteresowana Frankiem, powoli budują relację, ale ciągle się im nie układa. Mają jeden problem. Marysia w przeszłości bardzo kochała pewnego mężczyznę, który już nie żyje (ale podobnie dzieje się, gdy partnerzy się rozstają formalnie, bez szansy na powrót do siebie nawzajem). Marysia jednak dalej jest mentalnie z nim związana, zbudowała swój świat, uciekła w pracę, dom, zajmuje się dziećmi, wszystko doprowadziła do perfekcji, wszystko ma swój czas, swoje miejsce od lat, jak w zaczarowanym kręgu. Nie ma miejsca na zmiany, Marysia mentalnie nie jest na nie gotowa i choć coraz częściej chciałaby być z Frankiem, jej podświadomość uważa to za zdradę. Franek coraz bardziej kocha Marysię, chce coś zrobić, by jej pomóc. Nie bardzo wie jak, nie potrafi o tym rozmawiać z Marysią, ktoś proponuje rytuał odcięcia Marysi od jej nieżyjącego męża, oczywiście bez wiedzy Marysi – ale o tym zapomina wspomnieć. Drogi Franku mocno zastanów się, zanim to zrobisz, zanim skrzywdzisz i siebie i Marysię. Ale dlaczego? – przecież ja chcę dobrze, chcę jej pomóc. A dlatego, że Marysia nie jest gotowa, że zburzy to jej cały wewnętrzny ład, budowany przez lata, oparty właśnie na tej więzi, jej podporządkowany. Takie nagłe przerwanie spowoduje, że Marysia nie będzie wiedziała co się stało, o co chodzi, co zrobiła nie tak, to pewnie przez to, że zainteresowała się Frankiem, czuje się winna. Marysia sama musi tego chcieć, przygotować się na zmiany, przygotować swoje wnętrze. Buduj powoli swoją więź z Marysią, gdy widzisz, że się broni, cofa – daj jej od siebie odpocząć, niech zatęskni, niech zda sobie sprawę, że jesteś dla niej równie ważny, a przy tym obecny tu i teraz. Swoim zachowaniem doprowadź do tego, że Marysia zacznie rozumieć o co chodzi, powoli przygotuje się na zmiany, przygotuje się świadomie i podświadomie. Inaczej naprawdę nic nie osiągniesz, oboje będziecie cierpieć.
Przykłady można mnożyć, ja takie rytuały ingerujące w podświadomość osoby nie przygotowanej do zmian porównałabym do kobiety w ciąży, która nagle poroniła. Ciąży nie ma, ale cały organizm, i fizycznie i jej świadomość, podświadomość jest na nią przygotowana. Podobnie jak ojca, który tego dziecka też pragnął i był gotowy na jego pojawienie się. Znamy takie przykłady z naszego życia, jak takie osoby cierpią, jak długo muszą przywracać swoje życie do równowagi, do normalnego, stabilnego funkcjonowania.
Nie zawsze mamy wpływ na drastyczne zmiany w podświadomości swojej i innych. Ale tam, gdzie sami chcemy coś zmienić, dobrze zastanówmy się, co i w jaki sposób chcemy osiągnąć, a co spowodować, możemy. Bez względu na to, czy będzie to biała magia, czarna magia czy może zielona.
Przyciągajmy sprzyjające okoliczności ale nie uszczęśliwiajmy nikogo na siłę, bez jego woli i wiedzy, byśmy sami potem nie byli nieszczęśliwi. Bo człowiek i jego życie to jednak nie zabawka, którą można wyrzucić bo się zepsuła, kupić nową, bo tamta się już znudziła.
I znów proszę i sobie i wszystkim to czytającym:
„Boże,
użycz mi pogody ducha, żebym pogodziła się z tym czego nie mogę zmienić,
odwagi, żebym zmieniła to co mogę zmienić
oraz mądrości, żebym potrafiła odróżnić jedno od drugiego”.