Wróżby przez internet
Data publikacji: 2010-07-05
Kategoria: Wróżby ogólne
Zapragnęłam dziś poruszyć temat dotyczący właśnie, wróżenia przez internet. Pamiętam moje „początki”, kiedy jeszcze ignorowałam, a może nawet wręcz obawiałam się tego, że moje domysły stawały się rzeczywistością.
Spychałam to w sam kąt swojej podświadomości i zrzucałam winę na moją nadwrażliwość. Kończyło się na ignorowaniu przeczuć. Ile razy moje karty wędrowały z powrotem do pudełka… Wiele osób uważa, że jedyną i słuszną metodą wróżenia jest tylko i wyłącznie seans osobisty. Zależy oczywiście dla kogo, ponieważ nie każdego, z racji tego, że nie są to mimo wszystko tanie „przyjemności”, jest na to po prostu… stać. Wiele osób zarazem uważa, że jest to najbardziej „wiarygodna” metoda pomocy, a ja pytam, niby dlaczego? Znowu muszę wrócić pamięcią do sytuacji, kiedy „kładłam” karty osobom, które znałam. Mamie „przepowiedziałam” interwencję lekarską, co niestety okazało się faktem, pomimo tego, że miało to dotyczyć „tu i teraz”, czyli dnia dzisiejszego. I faktycznie. Koledze powiedziałam, że żona niedługo będzie w ciąży, na co zareagował wręcz histerycznie, twierdząc, że to niemożliwe, bo „się zabezpieczają”. Karty wędrowały do pudełka, a „prognozy” się sprawdzały… Do czego dążę? Do tego, że nawet najwięksi sceptycy, powinni się w tym momencie ze mną zgodzić (a przynajmniej to przemyśleć), że prawdziwą „sztuką”, jest odczytać rzeczy zgodne z faktami z „obrazków”, bez kontaktu vis a vis. Osobiście uważam, że w kontakcie osobistym, poza tym, że często Klient lub Klientka pozwala sobie na bardziej otwartą rozmowę (nie płaci za każdą minutę, tak jak przykładowo w formie pomocy przez telefon)… to dodatkowo wróżbita zyskuje również inne informacje, oparte na zachowaniu i itd., co już mniej lub bardziej coś sugeruje. Stąd ja będę się „uparcie” „trzymała” tego, że forma elektroniczna, czyli taka, gdzie ktoś zadaje pytania, a ja nie wiem praktycznie o tej osobie nic (często nawet pseudonim zastępuje imię) jest na prawdę mniejszą lub większą, ale „sztuką”. Odczytać coś, nie wiedząc praktycznie… nic, nie jest czymś łatwym. Kolejną sprawą jest to, że nie każdy może pojechać do konkretnej wróżki, z racji odległości. Stąd internet pozwala na wielość form i kontaktów z osobami zajmującymi się ezoteryką. Chciałam się również podzielić moim niedawnym i osobistym spostrzeżeniem, które dotyczy moich Klientów. Zauważyłam, że często najlepszy kontakt mam z osobami, które faktycznie „wydają mi się” (bo przecież nie widzę ich, będąc przykładowo na czacie) być otwarte na mnie. Nie mówię tu o rozmowie, ale przykładowo: miłym powitaniu, emotikonkom i itd. Wtedy odczuwam lepszy kontakt z Klientem i (o dziwo!) łatwiej jest mi „czytać” karty. Przypomina mi się jedna wypowiedź naszego najsłynniejszego, polskiego jasnowidza, Krzysztofa Jackowskiego. Ów mężczyzna, w jednym z wywiadów powiedział, że często zmarli z którymi się kontaktuje… i dzięki którym to właśnie, znajduje ciała, nie chcą z nim rozmawiać i wtedy, po prostu tych ciał… nie znajduje. Dlaczego? Bo oni po prostu tego sobie nie życzą… Może nie jest to najlepsze podsumowanie tego felietonu, ale naprawdę uważam, że wróżenie przez telefon czy internet, niczego wróżbicie nie „ujmuje”, a nawet dodaje. Zaznaczam jednak, że jest to moja osobista opinia, która niekoniecznie musi być zbieżna z Waszą. Było by przecież potwornie nudno, gdybyśmy wszyscy… lubili i pojmowali wszystko w ten sam sposób.
AUTOR ARTYKUŁU