Parę słów o sprawdzalności
Data publikacji: 2010-07-05
Kategoria: Wróżby ogólne
Na pewno wielu z Was zastanawia się, jak to działa? Jakim sposobem to się sprawdza? W jaki sposób wróżby się sprawdzają?
Tu mogłabym zrobić długi wywód na temat synchroniczności i tego w jaki sposób postrzegał to przykładowo: Gustav Jung, jednak w tym momencie, byłabym mało wiarygodna, ponieważ jest to tylko pewna… „teoria”. Napiszę zatem, jak ja to postrzegam. Najbardziej wiarygodne jak dla mnie, są rozkłady na „tu i teraz”. Ma to zapewne związek z tym, że przez lata praktykowałam i „przesiąkłam” religią buddyzmu, ale może jednak niekoniecznie… Wiele osób pewnie zastanawia się, dlaczego coś się nie sprawdziło? Powiem Wam szczerze, to nie jest tak, że jeśli oczekujemy dobrych i pozytywnych zmian w naszym życiu, to wystarczy „siąść” i na nie czekać. Zmiany w naszym życiu są ogromną częścią naszych działań. Oczywiście, wykluczam w tym momencie wydarzenia losowe, które jednak tak często symbolizuje karta Koła fortuny, czyli wszystko „to”, na co my osobiście wpływu mieć za bardzo nie możemy… Jeśli przykładowo: chcemy, aby zaczęło nam się układać z partnerem, jak tego dokonać bez szczerej rozmowy i otwartości? Liczyć na „cud” lub na to, że „nagle i znikąd” nasz partner się zmieni o 180 stopni, jest raczej naiwnością, aniżeli mądrym podejściem. Nie wspomnę już o tym, że tak często brakuje nam tolerancji i cierpliwości, co również i jakże często pokazuje mi się w rozkładach… Wszystko stale ulega zmianom, naprawdę… przyjrzycie się proszę bliżej swojemu życiu. Wracając jednak do meritum: w moim osobistym odczuciu… to właśnie my w największym stopniu kreujemy tym co teraz, to co będzie. Jakie zadawane przez Klientów pytania lubię? Lubię i wręcz uwielbiam pytania typu: „Co powinnam zrobić, aby…?”, a mniej już lubię pytania w stylu: „Czy spotkamy się w tym tygodniu?”. Już tłumaczę dlaczego. Pierwsze pytanie wyraża chęć zrobienia czegoś w kierunku dylematu, drugie pytanie zakłada raczej chęć uzyskania odpowiedzi, ale niesie ze sobą również „cień” czekania i „nicnierobienia”. Przecież tak naprawdę, to, czy z kimś przykładowo spotkamy się, jest w dużym stopniu uzależnione również od naszych poczynań. Nie całkowicie, ale jednak. Proszę, drodzy Państwo, poświęćcie te parę chwil na medytację nad tym. Karty nie są niczym co wyrokuje, karty są tylko „prognozami” i tak należy je traktować. Takie jest najzdrowsze podejście, czyli po prostu podejście ze zdrowym dystansem… Karty to nie „wyrok”. Pisząc to, nasuwa mi się jednak, pewna rzecz, której sama chyba jeszcze do końca nie rozumiem, a przecież istniała tyle razy i istnieje nadal i uparcie w moim życiu… Tak wiele razy, byłam wręcz „święcie” przekonana o tym, że coś się wydarzy lub ktoś „za Chiny” nie zmieni siebie, ani swojego zachowania pod wpływem nikogo i niczego… i faktycznie. Kolejne lata, które przemijają, tylko mnie w tym fakcie utwierdzają, a co za tym idzie, stawiają moją tutaj opisaną teorię w świetle, które nasuwa fakt… jak wiele jest zależne od naszych szczerych chęci i pracy nad samym sobą.
AUTOR ARTYKUŁU