Nasi klienci i my-wróżbici
Kategoria: Wróżby ogólne
To kolejny fragment mojej książki, którą piszę na temat wróżek i wróżbitów i ich klientów, czyli po trosze o sobie i moich wróżebnych spotkaniach z ludźmi.
Tytułu nie zdradzę, bo już on sam spowodowałby spalenie mnie na stosie lub utopienie w Wiśle przez oba te środowiska, a chcę ją jednak dokończyć.
Czekam zatem na odpowiedni moment, kiedy wszyscy dojrzejemy do pewnej ezoterycznej świadomości, oceny siebie samych i otaczającej nas rzeczywistości…
A książka powstanie nieprędko, bo materiały wciąż zbieram, a z każdym dniem ich przybywa…zarówno dzięki moim rozmówcom, jak i moim tzw. kolegom po fachu.
Na razie więc są to tylko felietony, czasem luźne myśli, czasem fakty, czasem po prostu moje spostrzeżenia czy opis pewnych zdarzeń.
Kiedyś na pewnym towarzyskim spotkaniu miała miejsce ożywiona dyskusja na temat: czy są głupie pytania?
Teraz w modzie jest powiedzenie, że nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi!
Czy aby na pewno?
A jak jest naprawdę?
Dyskusja miła miejsce w towarzystwie intelektualnie i zawodowo mocno mieszanym; byli tam bowiem humanista z uniwersyteckim wykształceniem, lekarz, inżynier, bioterapeuta, wróżki i wróżbici różnych specjalności, ale też fryzjer, krawcowa, kierowca i ochroniarz, (rzucam hasłowo zawody i wykształcenie, bo towarzystwo było wyjątkowo liczne)
W którymś momencie rozmowa zeszła na tematy ezoteryczne: czy klient, dzwoniący/przychodzący do wróżbity zadaje mądre czy głupie pytania i jak można owe pytania oceniać?
Ano można…
Jeśli pada pytanie: czy on mnie bardziej kocha niż ja jego?, czy mam iść do lekarza, a dolega mi (i tu cała lista chorób), czy mam wyrwać ząb?, jak długo ten związek będzie trwał i czy to jest to? – to jak na nie odpowiedzieć, żeby, z kolei, odpowiedź nie była głupia?; czy on będzie piękny i bogaty?, czy ja umrę?, co ona kombinuje?
Oczywiście – o każdym z takich pytań możemy powiedzieć: "wszystko jest względne", zatem czy on będzie piękny…, tylko według jakiego/czyjego szablonu mówimy o urodzie?
Czy będzie bogaty? A o jakie bogactwo pytamy? Duchowe czy materialne, a jeśli o to drugie – dla jednego z nas fantastyczna wycieczka do lasu pod Warszawę, z piknikowym koszykiem, będzie dowodem bogactwa, a dla kogoś innego… – problem: czy zabierze mnie na łikend(sic!) na Florydę czy na Karaiby?
Wiadomo, że na większość pytań potrafimy odpowiedzieć sobie sami, ale czasem sami nie umiemy zadać właściwego pytania; sztuka zadawania pytań nie jest prosta, sztuka formułowania konkretnych i sensownych pytań – jeszcze trudniejsza…
W czasie owej rozmowy mnożyły się przykłady i okazało się, że przedstawiciel każdego z wymienionych przeze mnie zawodów spotkał się z pytaniem, które określił po prostu jako niedorzeczne.
Do wróżbitów ma się często pretensje, że proszą o podawanie prawdziwego imienia, o pytania precyzyjne, a jeśli ktoś koniecznie chce nakreślić swoją sytuację – to niech robi to uczciwie.
Często się zdarza, że pada fałszywe pytanie, na co karty reagują natychmiast analogiczną odpowiedzią, wróżbita milknie…, a klient jest niezadowolony.
Zarzuca się wtedy osobie stawiającej karty, że przekazuje nieprawdziwą informację.
A jest tak, że na pytanie o fałsz - karty udzielają fałszywej odpowiedzi, czyli logicznie i prawidłowo.
Pracując przez wiele lat w liniach „0-700” byłam niejednokrotnie zaskakiwana oburzeniem klientów, gdy pytałam, po co znów do mnie dzwonią, skoro ustaliliśmy, że musi upłynąć jakiś czas do następnej „porady”?
W odpowiedzi padało, że oni jeszcze nigdy do mnie nie dzwonili, a w ogóle nigdy do nikogo nie dzwonili (to nie jest moja sprawa, jeśli ktoś ma ochotę dowiadywać się o to samo u kilku różnych osób), a zbieżność imion, problemów, pytań, nawet dat urodzenia – jest czystym przypadkiem.
Fakt zaś, że pewne frazy zdania były identyczne – to też przypadek?
Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak się wypowiadamy i jak bardzo łatwo jest po sposobie mówienia (nie mam tu na myśli regionalizmów, prowincjonalizmów czy dialektów) rozpoznać człowieka…
Gdy takie drobne „pomyłki” w końcu się wydają – klienci zaczynają dzwonić pod przybranym imieniem, w czyimś imieniu, podając się za mamę, siostrę, koleżankę.
No tak, nie biorą pod uwagę faktu, że głos jednak trudno zmienić, a jeszcze trudniej pytania, których sformułowania są dość znamienne, zatem charakterystyczne…
Naturalnie nie oceniam, tylko nadziwić się nie mogę, bo skoro ode mnie wymaga się rzetelności, prawdy, na ile jest to w kartach możliwe, co zawsze podkreślam „to są tylko, aczkolwiek czasem aż karty”, to co w takiej sytuacji mam zrobić ja-tarocistka?
Udawać, że nie rozpoznaję klienta, a zatem okłamywać go? Nie stawiać kart, a powtórzyć to, co mi w pamięci pozostało? Zdemaskować go? Odmówić rozmowy?
To są czasami dla wróżki, wróżbity trudne, momentami wręcz patowe, sytuacje.
To o klientach, ale wrzucę też kamyczek do własnego ogródka, może nie tyle własnego, co środowiskowego, skoro już mówimy o fałszu.
Niejednokrotnie wróżbici, roszczący sobie pretensje do wiedzy medycznej, robią wielką krzywdę klientom, stawiając trafne i w 100% pewne diagnozy.
Oczywiście, każdy z nas w pytaniach o zdrowie ma prawo wskazać jakieś słabe punkty, które mu się w kartach rysują, ale, według mnie, nie ma prawa ani utwierdzać pytającego w przekonaniu, że jest całkowicie zdrowy, ani też szukać mu chorób. Można jedynie zasugerować konieczność badań.
Wszak nie znamy ludzi, z którymi przychodzi nam rozmawiać i nie możemy mieć żadnej pewności, co do ich zachowań, po usłyszeniu jedynie słusznej a pewnej „diagnozy”.
Często klient pyta, czy ma iść na operację.
Jasne, rzeczą wróżbity jest udzielenie mu odpowiedzi, zgodnie z własnym sumieniem i odczytem kart, ale powinno się jednak kierować ludzi do lekarzy, a na pewno nie kwestionować diagnoz specjalistów, co zdarza się niezwykle często.
Dlaczego? Właśnie dlatego, że wielu rozmówców uważa wróżbitę za osobę nieomylną, wróżbę zaś za wyrocznię.
A wróżka nie ma zielonego pojęcia o medycynie!
Stąd moje częste prośby, do osób zadających mi pytania, o rozwagę!
Nie odnosi się to jedynie do spraw zdrowotnych.
Ja zawsze proszę o umiar, rozsądek i myślenie w każdej sytuacji. Po pierwsze z tego powodu, że to jednak my sami decydujemy o naszym losie (w dużej mierze o zdrowiu również), a po drugie dlatego, że my-wróżbici też jesteśmy omylni.
Niewykluczone, że to karty nigdy się nie mylą, ale osoba je interpretująca może mieć po prostu słabszy dzień, z czego nawet nie zdaje sobie sprawy, i wpadka gotowa, a kto na tym najbardziej cierpi?
Kiedyś czytałam wypowiedź pewnej bardzo młodej, jak sądzę, osoby, która w czambuł potępiła starsze wróżki, sugerując, że nie trzeba być po klimakterium, by stawiać karty. Przyznam, że uśmiałam się setnie, bo co ma jedno z drugim?
Przytaczam tę śmieszność z pamięci, bo teksty, które czytałam – są żałosne i żenujące, więc nie są warte zapamiętania a już na pewno komentowania.
Nie będę się wypowiadać na temat tego, czy osoba młoda może stawiać karty czy nie powinna, bo to sprawa jej sumienia, intuicji czy wiedzy.
Zetknęłam się z opiniami, że kobieta, jeśli chce stawiać karty, powinna przedtem urodzić dziecko, że osoba do 25 roku życia nie może, a mężczyzna, jeśli jest kawalerem, a człowiekiem młodym – niekoniecznie.
To jest temat-rzeka i długo można by na ten temat rozprawiać, ale i tak do zgodnych wniosków się w tej materii nie dojdzie, a zresztą po co?, skoro to stek bzdur.
Chętnie natomiast się wypowiem na temat stuprocentowej sprawdzalności.
W zawodzie ezoterycznym powinno się mieć dużo pokory w stosunku do otaczającego nas świata, najogólniej rzecz ujmując.
Arogancja, bezczelność, pewność siebie, wyróżnianie siebie na tle innych – jest wykluczone.
U mnie wszystko się sprawdza, a ta wróżka na rynku w jakimś mieście kłamie, a ta, która miała perukę na targach jest brzydka i ma krzywe nogi, a jakaś inna – jest wszędzie, bo pazerna, bo ciągle jej mało…, a jeszcze inna jest gruba, źle ubrana i ma głupi pseudonim. Kolejna zarabia krocie, bierze za 20 minut 600 zł, a ktoś inny zbiera reklamacje…
A komu to oceniać czy nawet komentować?
Na pewno nie nam-wróżbitom.
No i tylko ja jestem dobra/dobry, uczciwa/uczciwy i mam patent na wiedzę, intuicję i trafność.
Na tym tle czy w ogóle?
Nawiasem mówiąc, ezoteryczne środowisko jest dość specyficzne. Lekarze na przykład trzymają ze sobą sztamę, wróżbici walczą ze sobą na wszelkie sposoby, na każdym kroku i nie ma co udawać, że jest inaczej.
Owa młoda wróżka, której przykład powyżej przytoczyłam – jest najlepszym dowodem na potwierdzenie moich słów.
Takie przykłady można by mnożyć, tylko po co?
A czemu ta walka między wróżbitami ma służyć?
I po co komu ta wiedza, najczęściej z zawiści powstała i z palca wyssana, jest potrzebna?
Na pewno nie służy naszym klientom, nie służy również nam samym.