Wspomnienia z sesji wyjazdowych Wróżki Urszuli
Kilka lat temu, z koleżanką po fachu, podróżowałyśmy po całej Polsce. Pracowałyśmy na zlecenie pewnej redakcji, wróżyłyśmy z kart, z ręki, rozmawiałyśmy, udzielałyśmy porad i wskazówek. Taka trasa trwała przez całe lato. Byłyśmy niemal we wszystkich zakątkach Polski, i wszędzie byłyśmy oblegane.Byłyśmy potrzebne. Choć nie zawsze nasze odpowiedzi są zadowalające, ale są prawdziwe, tak jak mówią karty.
W mazurskiej miejscowości przyszedł do mnie młody, może kilkunastoletni chłopiec. Był bardzo, bardzo smutny. Jego oczy, mówiły o bólu, rozpaczy, strachu. Chciał porozmawiać, stał długo w kolejce, przyglądał mi się bacznie. Zapytałam, czy może zajął kolejkę mamie, siostrze? On na to, że nie, że on właśnie chce porozmawiać. Wyczuwałam w nim niepokój. Opowiedział mi historię swojej rodziny. Ojciec pijak odkąd pamięta,awanturnik i nierób. Mama zapracowana kobieta, prowadzi malutki pensjonat, sama sprząta, gotuje, robi zakupy, a mąż tylko wymaga i bierze wszystko gotowe, zabiera pieniądze, awanturuje się strasznie.
Tomek, tak miał na imię chłopiec, nie lubi swego domu, nie ma z kim rozmawiać, czuje się niepotrzebny. Przyjechał do dziadków na wakacje, za parę dni ma wyjeżdżać do domu i nie chce tego. Dziadkowie też nie mają dla niego czasu. Z kolegami nie ma porozumienia. Pyta, czy coś się zmieni po jego powrocie, w domu, na lepsze. Czy mama będzie miała czas, czy go kocha, czy tata może gdzieś wyjedzie? Ten chłopiec strasznie cierpiał, bardzo wrażliwy i mądry, taki poważny, dobry. Jego numerologia mówiła o wielu zdolnościach, o duszy artystycznej, wielkiej wrażliwości i jak to często bywa, wielu kompleksach. On przez rodzinę czuł się gorszy. Oczywiście, chciałam bardzo podnieść go na duchu, dowartościować,poprawić jego nastrój. Mówiłam o jego dobrej przyszłość, że spełnią się jego marzenia, będzie miał szczęśliwą rodzinę, dobry zawód. Okazuje się, że Tomek chce być lekarzem. Uśmiechnął się nawet, dałam mu swój prywatny nr telefonu, prosiłam aby mama zadzwoniła do mnie, żeby on dzwonił kiedy tylko zechce. Bardzo chciałam mu pomóc. Uściskałam go, powiedział, że dawno go nikt nie przytulił. Serce mi pękało. Następnego dnia wyjeżdżałam nad morze. Lipiec, piękny dzień, upał, i bardzo długa kolejka po poradę, mężczyźni, kobiety. Czekali na mnie od dłuższego czasu. Wchodzili wg listy. Pod koniec dnia, weszła kobieta, wydawała mi się znajoma. Ok 45-50 lat, szczupła, zdenerwowana, roztrzęsiona wręcz. Prosi o postawienie kart najpierw na zdrowie. Karty mówią, że jest źle. Ubieram w inne słowa tę diagnozę kart, proszę o szczegółowe, specjalistyczne badania, o wypoczynek, dobry sen, dobre jedzenie i o spokój, to wtedy wróci do zdrowia i będzie dobrze. Zaczyna płakać, mówi że nie ma siły i co dalej z nią będzie. Tu odpowiadam szczerze, tak jak widzę w kartach. Bez ogródek mówię, że musi rozstać się z mężem, karty pokazują dramatyczną sytuację w jej domu. Awantury, rękoczyny, kradzieże, dręczenie, wręcz znęcanie się nad rodziną, cierpienie innych członków rodziny. Jeśli tego nie zrobi to dojdzie do wielkiej tragedii, zostanie skrzywdzone dziecko. Tak widziałam w kartach. Musi ochronić swoje dziecko przed mężem, musi chronić siebie, odejść i to szybko, w cg kilku dni. Ostrzegałam ją na podstawie moich kart. Kategorycznie powinna wzywać policję, ona na to, że wstydzi się sąsiadów. Proszę pani, niech pani wzywa policję, dziecko jest zagrożone, pani też. Mąż was wykańcza, a pani mu na to pozwala!!. W ten sposób krzywdzi pani i dziecko i siebie, jest pani bierna. Ona na to, że dziecko na wakacjach, ona jest sama z mężem, to dziecku nic nie grozi. A ja mówię bzdury. Na pożegnanie dałam jej numery tel. gdzie może szukać pomocy, prawnej, psychologicznej i swój nr. Nie spodziewałam się, że zadzwoni do mnie. Myśl o tej rodzinie nie dawała mi spokoju, czułam niepokój.
Za kilka dni byłam w innej miejscowości nadmorskiej. Tym razem pogoda była wstrętna, zimno, deszcz wiatr. Mimo tych niesprzyjających warunków, było wielu chętnych na tarota, pytania do kart, i analizę numerologiczną. Postanowiłam zostać tak długo w tej miejscowości, aż wszyscy chętni będą "załatwieni". Mijały godziny, kolejka nie malała. Czułam zmęczenie i niepokój, strach wręcz. Wiedziałam, ze dzieje się coś złego. Poprosiłam pozostałe osoby, o przyjście jutro. Odeszli z uśmiechem i zrozumieniem. Udałam się do hotelu, ale nie mogłam zasnąć. Następnego dnia, o umówionej godzinie zaczęłam przyjmować chętnych. W pewnej chwili pojawiła się ta kobieta, która u mnie była wcześniej, ta, która ma męża alkoholika, dowiedziała się z gazety, że jestem. Zapłakana, zrozpaczona. Z płaczem opowiedziała co się stało. Urszulko, byłam głupia i zła, że nie posłuchałam rad Twoich kart. Mąż zrzucił Tomka ze schodów, Tomek jest w szpitalu. Mąż zatrzymany w areszcie. Ulga. Zrozumiałam, Tomek to jej syn. Dlatego wydawała mi się taka znajoma. Tomek wrócił od dziadków wcześniej,mimo, że nie chciał, bo jak mówił, martwił się o mamę. Troszczył się o nią, bał, że jest sama z ojcem.
Mąż był zły, bo nie chciał przynieść mu piwa. Tomek wszedł na górę do swego pokoju, a mąż za nim z krzykiem. Szarpnął Tomka i ten zleciał ze schodów. Nie może sobie tego darować,że nie posłuchała kart i mnie. Ale teraz już będzie inaczej, weźmie nareszcie rozwód, nie pozwoli mu wrócić do domu. Tomek za kilka tygodni wróci do zdrowia fizycznego, ale o psychikę Tomka obiecała zadbać szczególnie. Oboje poddadzą się terapii, to jest konieczność. Zrozumiała, że do tego dramatu nie musiało dojść, gdyby była bardziej przewidująca, myślała o swoim dziecku i o sobie. Gdyby wykazała więcej odwagi, mądrości i okazała Tomkowi więcej miłości. Zrozumiała, jak wspaniałego ma syna. Tomek nie ma pretensji do mamy, pragnie tylko by ojciec już nigdy nie wrócił do domu. Utrzymujemy kontakt do dziś. Tomek z mamą zmienili miejsce zamieszkania, odzyskują spokój, cieszą się nareszcie każdym dniem. Wróciło zdrowie i szczęście.